10 things I hate about new PLAYBOY

Nową redaktorką naczelną PLAYBOYA została Anna Mierzejewska – 27-latka. Kobieta – jak podkreślają wszystkie zaangażowane w promocje media. Na okładce gazety język w rurkę składa również 27-letnia dziewczyna, Michalina Olszańska-Rozbicka. Hugh Hefner miał 27 lat, gdy wydał pierwszy numer, a w Polsce gazeta ukazała się 27 lat temu. Magiczna liczba 27 podkreślana w numerze jest wszem i wobec, więc ja także dołożę swoją cegiełkę. Mam 27 lat i wypisałam, co prawda nie 27, ale 10 mocnych powodów, przez które nowa odsłona PLAYBOYA pachnie hipokryzją, desperacją i nie wniesie nic ciekawego do Twojego życia. 

1. Brak konsekwencji

Nowego PLAYBOYA przeczytałam od deski do deski. Ciągiem. Każdy, kto zrobi to samo, z pewnością zauważy przerażający brak konsekwencji. Daleko nie trzeba szukać. Naczelna w wywiadzie dla Wirtualnych Mediów podkreśliła „Nie uważam, że mężczyźni lubią jedno, a kobiety drugie, to znów wzmacnianie podziałów”. Artykuł o samochodach zatytułowany „Damskie fanaberie” rozpoczyna lead „Przyszła do PLAYBOYA nowa naczelna i od razu chce tekstu o samochodach dla kobiet. I jak jej wytłumaczyć, że to bez sensu? Przecież samochody nie są budowane z myślą tylko o jednej płci! A ona dalej się upiera, że mam szukać…” To jak to w końcu jest? Kobiety lubią inne samochody niż mężczyźni, czy nie ma to znaczenia? Są te podziały, czy nie? Autor artykułu chyba też za bardzo nie wie, ale zrezygnowany postanawia w końcu: „skoro się redaktor Mierzejewska przyczepiła, to znajdę jej auto dla pań”. I znajduje. „W kolorze krwistej czerwieni, a taki pasuje do lakieru damskich paznokci, nieprawdaż?”
Wybijający się na powierzchnię mensplaining Rafała Jemielity zostawię już bez komentarza. 


2. Brak pomysłu

Nowa redaktor naczelna miała wnieść nową świeżość. Okej, rzeczywiście jest w numerze coś nowego – jest feministyczny artykuł dziewczyn z Girl’s Room, jest Michalina, która pozuje nago w ciąży, jest erotyczne opowiadanie… I co z tego, skoro całość się rozmywa. Kto ma kupić PLAYBOYA? W wywiadzie na jednych z pierwszych stron magazynu Tomasz Raczek określa target – jest to „facet otwarty, opowiadający się za postępem i z klasą” No i wykształcony, albo przynajmniej chcący się rozwijać. Czy zdecydowana większość mężczyzn czytających PLAYBOYA to nie biali, heteroseksualni samce alfa, chcący pooglądać drogie samochody, których nigdy nie będą mieć, gadżety, których nie znajdą pod choinką i wyretuszowane seksbomby, które nigdy nie zasną obok nich w łóżku, ba, nawet nie zaszczycą ich spojrzeniem? 
PLAYBOY miał szansę iść w dwie różne strony – konsekwentnie trzymając się prezentowania uroków irracjonalnie pięknych „gołych bab” (określenie zaczerpnięte z tegoż numeru), szybkich samochodów i „męskich tematów”; lub diametralnie zmienić podejście stając się magazynem o charakterze edukacyjnym, podkreślającym rolę edukacji seksualnej, przedstawiającym różne (niewyretuszowane) kobiece ciała, nie stroniącym od ukazywania wrażliwszej strony męskiego świata, mówiącym o emocjonalnym aspekcie seksu i cóż, kajającym się za wcześniejsze podejście polegające na uprzedmiatawianiu kobiet. 
Szkoda, że zdecydowano połączyć te dwie wersje w jedną. W konsekwencji wyszła z tego nijaka papka i wrażenie braku kontroli nad chaosem. 

3. Playboy jako aktywista – własna definicja feminizmu

Boli fakt, że redaktorka naczelna zdaje się promować w magazynie feminizm skrojony na potrzeby magazynu. Boli, że zdaje się obierać drogę celebryckiego i selfie feminizmu skupiającego się bardziej na problemie cenzurowania sutków na Instagramie, niż na równych, niezależnych od płci pensjach w pracy, problemach samotnych matek nieotrzymujących 500+, czy na kobiecej solidarności. Pewnie – nie PLAYBOY od tego – ale w takim razie po co w ogóle poruszać ten temat? Bo jest modny i na czasie? 
W tytułowym wywiadzie Michalina mówi „problemem jest fakt, że feminizm zaczął budzić agresję. Pojawiały się określenia pejoratywne, jak choćby feminazistki, co bierze się rzecz jasna z tego, że niektóre panie rzeczywiście popadają w radykalizm”. Cóż, według mnie określenie bierze się r z e c z  j a s n a z tego, że niektórzy z nas nadal nie mogą przyzwyczaić się do tego, że kobieta może wyrażać swoje zdanie. Nawet jeśli jest radykalne. 
Kolejny przykład, który rozgrzał mnie bardziej niż dzisiejszy upał przytaczam poniżej.

„Później znana amerykańska feministka Gloria Steinem nazwała Hugh Hefnera ojcem kobiecego wyzwolenia. Chyba to nie miał być komplement – lecz było w tym więcej prawdy, niż Gloria byłaby skłonna przyznać” – pisze Mateusz Zieliński w szumnie zatytułowanym artykule „Wszystkie rewolucje Playboya”.  
To urocze, że dziennikarz Zieliński (były naczelny CKMu, autor obrzydliwie uprzedmiotawiających artykulików) w ten sposób interpretuje działania i słowa ikony drugiej fali feminizmu i sugeruje, że – mimo ironicznego nazwania Hefnera „ojcem kobiecego wyzwolenia” – w sumie to tę ironię mogłaby sobie darować, bo wielki papa Hefner bardzo popierał kobiece ruchy i jedyne, czego pragnął to wyzwolenia seksualnego dla każdej z płci. 
Szkoda, że autor nie wspomniał przy okazji, że papcio feminizmu napisał w latach 70. Przerażającą notatkę, którą świat ujrzał dzięki zgorszonej jego zachowaniem sekretarce. Treść notatki brzmiała: „To, co mnie interesuje, to wysoce irracjonalny, emocjonalny, szalony (dosłownie: stuknięty) trend i kierunek, jaki obrał feminizm… te dziewczyny są naszym naturalnym wrogiem. Nadszedł czas, aby z nimi walczyć”. 
Szkoda również, że nie przybliżył swoim czytelnikom (i sobie chyba również) postaci Glorii Steinem, która została pod przybranym nazwiskiem króliczkiem Playboya, by po pobycie w rezydencji rozpusty napisać reportaż „Bunny Tale” opowiadający nie tylko o seksualnych przygodach i klientach przebywających w rezydencji, lecz także o ekonomicznym wykorzystywaniu dziewczyn-króliczków, które polegało między innymi na obcinaniu pensji za jedzenie w pracy, za bieliznę wystającą spod stroju hostessy, czy uszkodzony, przyczepiony do pośladków ogonek, który często był targany przez przebywających w domu mężczyzn. 

W artykule Wysokich Obcasów dotyczącym Hefnera doktor Thekla Morgenroth, zajmująca się badaniem stereotypów dotyczących płci na Uniwersytecie w Exter, mówi:

Hugh Hefner nie był feministą ani wyzwolicielem. Choć podawał w wątpliwość pruderyjne normy społeczne z początku lat 50., zgodnie z którymi kobiety były albo dziewicami, albo matkami, to sprowadzał je wyłącznie do roli obiektów seksualnych. Nie sądzę, żeby było cokolwiek złego w nagości czy nawet pornografii, ale w jego wizji wolności seksualnej kobieta pozostaje obiektem zapewniającym przyjemność mężczyźnie. Takie podejście Hefner prezentował przez całe swoje życie, w którym kobiety były dla niego dodatkami i symbolami statusu, a nie partnerkami.

Może warto jednak zastanowić się nad tym, czy pozwy dotyczące molestowania i napaści seksualnych dokonywanych przez Hefnera nie są wystarczającym powodem do tego, żeby walnąć się kilka razy w czoło, zanim wpadnie się na pomysł nazwania go „ojcem feminizmu”? 
Pozostawiam do rozwagi.  

4. Playboy jako aktywista – walka z homofobią


Jeden z moich ukochanych, propagandowych artykułów w nowym PLAYBOYU to cytowane już wcześniej dzieło „Wszystkie rewolucje PLAYBOYA”. 
Znajdziemy w nim również perełkę dotyczącą działania redakcji na rzecz ruchu LGBT+. 
„Dziś społeczność LGBT uważa Hugh Hefnera za jedną z pierwszych osób, które wsparły ich prawa, zanim stało się to modne”. Z a n i m  s t a ł o s i ę  t o  m o d n e. 
A wszystko to dlatego, że w w 1955roku opublikował opowiadanie Charlesa Beaumonta „The Croocked Man”. 
Szkoda, że autor zapomniał o słynnym wywiadzie z Johnem Waynem z 1971 roku, w którym to aktor narzeka na ”pedalskie” filmy w stylu ”Midnight Cowboy” czy ”Easy Rider” i mówi:
„Jestem pewien, że za dwa-trzy lata Ameryka znudzi się tymi zboczonymi filmami”.
Szkoda też, że redaktor zapomniał o swoim własnym artykule opublikowanym w CKM zaledwie rok temu. Artykuł nosi tytuł „50 męskich zasad – bądź dumnym samcem w 2018 roku (i zawsze!).” i zawiera zestaw 50 rad. Przytaczam kilka z nich (czy naczelna przeczytała go? Jeśli nie – zachęcam!)
– Patrz w lusterka, sprawdź dwa razy: baby za kierownicą są wszędzie!

– Mężczyzna może być łysy. Przeszczep włosów to pierwszy krok w stronę transseksualizmu. 
(tu też polecam fragment artykułu dotyczący piania Zielińskiego nad tym, że na okładce PLAYBOYA znalazła się transseksualna modelka),
– Istnieje męska przyjaźń. Pewnie istnieje także przyjaźń między kobietami. Natomiast przyjaźń między kobietą a mężczyzną to wymysł lasek, które wolą się oszukiwać, że nie pójdą z do łóżka z każdym.
– W stuprocentowo męskim towarzystwie można mówić wulgarne, seksistowskie i homofobiczne żarty. Jednak w obecności kobiety morda w kubeł.
Zainteresowanym (Anna Mierzejewska?) zostawiam link i pozostawiam to bez komentarza:
http://medytacjenadksiazka.pl/ckm-2/

5. Playboy jako aktywista – walka z rasizmem

W artykule – a jakże! – „Wszystkie rewolucje PLAYBOYA” dowiemy się też również tego, że magazyn praktycznie obalił segregację rasową dzięki wywiadowi z Milesem Davisem. 
Na szczęście, autor artykułu decyduje się lekko pohamować swoje wodze i dobrotliwie dodaje „Nie będziemy tak buńczuczni, żeby stwierdzić, że tamten słynny wywiad obalił segregację rasową w Stanach Zjednoczonych – ale z pewnością miał w tym swój udział”.  
Cóż, ja będę tak buńczuczna i stwierdzę, że cały numer PLAYBOYA mam ochotę spuścić w kiblu, a artykuł pana Zielińskiego z pewnością miałby w tym swój udział. 

6. Ciąża jako kontrowersja

Redaktorka naczelna podkreśla fakt, że PLAYBOY zdecydował się kontrowersyjnie ukazać w nagiej sesji kobietę w ciąży. Owszem – tyle, że ja nie widzę w tym kontrowersji. Michalina ma piękne, idealnie gładkie ciało, bez rozstępów, bez cellulitu. Szkoda, bo w wywiadzie dla Wirtualnych Mediów Anna Mierzejewska mówi o chęci pokazywania kobiecego ciała bez z góry ustalonego modelu, schematu. Naturalność, ale w wersji „no makeup makeup” nie przekonuje. A słowa określające ciąże, jako „apogeum kobiecości” ranią kobiety, dla których apogeum kobiecości niekoniecznie musi oznaczać posiadanie dziecka. 

7. #MeToo jako narzędzie

Nic mnie tak nie denerwuje, jak wycinanie fragmentu rzeczywistości i używanie go jako narzędzia podkreślającego własne racje. 
Przytoczę słowa artykułu Marcina Klimkowskiego „Świat kontra seks”:
„Weźmy ruch #MeToo. Czy powstał jako sprzeciw wobec chodzenia bez stanika, pracy hostess, krótkich spódniczek i kalendarzy z „gołymi babami”? Wcale nie! (…) Skończyło się tak, że przy okazji tej słusznej walki ze złem dostało się też całej seksualności, erotyce, flirtowi i wrażeniom estetycznym. Na fali uniesienia po #MeToo m.in. atrakcyjne modelki zniknęły z targów motoryzacyjnych”.
Panie Marcinie, proponuję wrócić do pisania artykułów dotyczących naturalnej roli „polowania” na kobiety przez mężczyzn, a ruch #MeToo proszę zostawić w spokoju. Jako zagorzały fan motoryzacji powinien pan cieszyć się, że atrakcyjne modelki nie rozpraszają już uwagi na targach, na których wreszcie prezentowane będą pojazdy, a nie kobiece ciała, mające na celu przyciągnięcie zainteresowanych do zakupu (czyżby dał się Pan zmanipulować?). 
Zainteresowanych odsyłam do artykułu Marcina Klimkowskiego, w którym pisze złotą myśl o tym, że „na ogół działamy (mężczyźni) dokładnie tak, jakbyśmy byli wolni, a pojawiające się na horyzoncie piękne kobiety były celem polowania”
Przykro mi, że na polowanie nie wybierze się już Pan na targi motoryzacyjne, przykro mi też (już kolejny raz!), że redaktorka naczelna nie zweryfikowała autorów mających tworzyć „progresywny magazyn”.

8. Trend ekologii


Jest feminizm, jest walka z homofobią, rasizmem, klasizmem (oj, to skreślić 😉 ), do zestawu modnych tematów musi wpaść też ekologia. 
No więc mamy sobie artykuł o ekoterrorystach, który może i byłby ciekawy, gdybym nie zaperzyła się określeniem działań na rzecz ekologii „trendem ochrony Ziemi”.
Dla mnie był to po prostu dodatkowy punkt w „must have” tematów numeru, które można dobrze spozycjonować, bo są na czasie. 

9. Stereotypy w wersji ultra, czyli lekcja geografii okiem Małgorzaty Sidz

„Sisu w trzewiach” to reportaż o… hmm… właściwie o czym? Miał być o fińskim rozumieniu męskości. Stał się reportażem o stereotypowym myśleniu i szufladkowaniu. 
Przykładów jest mnóstwo. „W Polsce Finów często myli się ze Szwedami (co jest najgorsze, bo w Finlandii Szwedów nie lubią)”, 
„Finowie czują się tym swobodniej, im mniej ubrań mają na sobie”, „W Finlandii nie ocenia się źle kobiety, która śpi z kimś na pierwszej randce”, „O ile Finki uważane są za jedne z najbardziej atrakcyjnych kobiet na świecie, to Finowie nie są zbyt popularni i materiału na męża szukają w nich tylko sąsiadki z Rosji”, „Finów homoseksualizm nie razi, ale i tak żartują, że wszyscy Szwedzi to geje, bo dbają o siebie i wyglądają jak metroseksualiści”, „Prawdziwy Fin nie przywiązuje uwagi do wyglądu, nie mówi o uczuciach”. 
Chryste Panie, nie chciałabym w takim razie poznać stereotypowego Fina, ale jeszcze bardziej nie chciałabym napisać kiedyś reportażu, który opiera się na uogólnieniach, krzywdzących stereotypach i wrzucaniu wszystkiego do jednego wora. 

10. Seksistowska parada dziennikarzy – CD.

Miałam nadzieję, że numer uratuje chociaż opowiadanie – „Mój mały kucyk” autorstwa Piotra Fiedlera. W wywiadzie z K-Magiem (zatytułowanym „Chcę być Kate Moss literatury) twierdzi, że chce się zajmować literaturą piękną w brzydki sposób. Opowiadanie w PLAYBOYU ani piękne, ani brzydkie. Nijakie. Nie nijaki jest za to wywiad (Anna Mierzejewska, polecam kolejną lekturę!), w którym odpowiada na pytanie: A co powiesz na oskarżenie, że twoja poezja jest seksistowska? 

A nie wiem, mnie w żaden sposób nie dotyka, tak mówią tylko te dziewczyny, których nie chciałem przelecieć albo byłem zbyt zalany żeby to się udało. Może i jest, nie przekręcę jednak nagle tysięcy lat naszej cywilizacji i powiem, że jestem feministą. Ale, o ironio, największą pulę moich czytelników stanowią kobiety. Więc może niech będzie jak jest. 

Link do wywiadu: https://k-mag.pl/article/piotr-fiedler-chce-byc-kate-moss-literatury-59be55a4510981370995b534?fbclid=IwAR2nyOWZUROsLNml0kQJEyYtRIKjoEE-tgZ9Jx-axb8UUtj0VpRrVb7-EW8

A więc może będzie jak jest. Ja się poddaję. Progresywna gazetka, seksistowska ogromna kupa zasypana konfetti feminizmu, aktywizmu, ekologizmu i innymi, modnymi -izmami śmierdzi mi niesamowicie, więc idę na spacer, a redaktorce naczelnej radzę spieprzać z tego męskiego świata i stworzenie własnej gazety, nieudającej czegoś, czym nie jest. 

Udostępnij