Kiedy państwo mnie nie broni moje siostry będę chronić – kilka słów o ostatniej demonstracji przeciwko homofobii

Symetryzm i inne nieszczęścia
Katia Mierzejewska 

Chodziłam na wiele demonstracji w życiu, ale na żadnej nie bałam się tak, jak na tej sobotniej. I to nie dlatego, że stoję zwykle na pierwszej linii kontaktu. Moje anxiety raczej utrzymuje mnie z dala od pierwszych rzędów, wygłaszania płomiennych przemówień, wchodzenia w konfrontację z policją. W wielu sprawach, w których zabieram głos mówię z pozycji przywileju. Osoby, która jest cis, hetero, pochodzi z dużego miasta, miała możliwość studiowania, realizowania swoich pasji i marzeń (choć z tym różnie wychodzi, ale to temat na inny tekst), która mieszka obecnie za granicą. Jako sojuszniczka osób LGBT bardzo staram się, aby nie zabierać przestrzeni, nie pouczać, nie strofować, nie mówić, jak dane osoby mogą protestować, wyrażać swój gniew. Ciągle się uczę, bo kiedyś sama cierpiałam na „chorobę symetryzmu”. Patrząc na ostatnią krytykę wokół akcji aktywistek ze „Stop Bzdurom” widzę jednak boleśnie, jak prawdośrodkizm szkodzi ruchom na rzecz praw człowieka.

Może ja nie krzyczałabym „je**ć psy”, ale mnie też nikt nie przeciągał po chodniku i nie naruszał mojej cielesności podczas przeszukania. Tymczasem wiemy, że to działo się np. na komisariacie na Wilczej. Może nie jestem pierwszą osobą do przebijania opon czy sprejowania furgonetek, ale gdybym codziennie pod oknem słyszała z megafonów, że jestem gwałcicielką, pedofilką, zarazą, która niszczy Polskę, że Polska wcale mnie nie chce, jestem niewygodna, to… no właśnie.  Dostałabym szału. Nie wiem, do czego ta bezkarność i poczucie bezsilności by mnie doprowadziły. Bo furgonetka jeździ, choć zapadł w tej sprawie wyrok sądowy. Nikt nie reaguje na kłamstwa i bzdury, które odbijają się echem od warszawskiego betonu na jej trasie. No może ewentualnie mandat za złe parkowanie jest możliwy, ale nic więcej. Wyobraźcie sobie, że zamiast słowa gej, lesbijka, osoby LGBT, w tych komunikatach mówiono by o żydach, o osobach czarnych, o innych mniejszościach. Nie chcę wyrokować, ale wydaje mi się, że bardziej uderzyłoby w ludzi i zrozumieliby jak mocno te słowa eskalują nienawiść. Ostatnie lata zmasowanej kampanii na osoby queer sprawiły, że przemoc, groźby, kopanie, nie tylko są ignorowane, ale traktowane jako norma. Tzw. symetryści, może poklepią po plecach, wyrażą swoje ubolewanie, ale, gdy przyjdzie do zajęcia stanowiska, skupią się na zniszczonej furgonetce, pokazaniu środkowego palca i kilku przekleństwach. Postawią znak równości pomiędzy walką o prawo do życia a pobiciem, groźbami śmierci, nawoływaniem do eksterminacji. 

Weszło nam w krew, że dyskryminowane mniejszości mają być jak zupa pomidorowa: lubiane, miłe, kolorowe, uśmiechnięte, estetyczne, no po prostu przyjemna dla naszego oka. Wiele osób, które za homo i transfobów się nie uważa, chciałoby osoby LGBT, po pierwsze traktować jako jedną masę, odrzeć z indywidualności, a po drugie zrobić z nich swoją maskotkę. Przyjemny gadżet na dowód swojej progresywności. To tak jak panowie z budowy każą uśmiechać się pięknym paniom na ulicach. Czasami czuję, jak przedstawiciele tzw. umiarkowanego nurtu tego (tfu!) „głosu rozsądku, pragną mieć „znajomego geja”, którym będą wymachiwać i który dopełni ich progresywny imidżu. Do tego bezpiecznego imidżu spod znaku koszulek girl power i hashtagów #solidarnosc nie pasuje autentyczna i czasami brudna, ciężka, skomplikowana walka o prawa. Historia pokazuje, że żadna z mniejszości nie zdobyła swoich praw grzecznie czekają w kolejce, uśmiechając się do swoich oprawców i siedząc cicho. Sufrażystki podpalały budynki rządowe, podkładały bomby i atakowały polityków. Też słyszały, że przesadzają, że przecież mężczyźni o nie dbają i w zasadzie po co im to całe głosowanie. Historia walki o podmiotowość czarnych Amerykanów to z kolei cała odyseja. Czarne Pantery były piętnowane, ale dla wielu i pokojowe protesty Martina Luthera Kinga okazywały się przesadzą. „Nie jestem rasistą, ale wspólne szkoły dla białych i czarnych dzieciaków to przesada. Po co prowokować.” powiedział pewnie co drugi biały w latach 60-tych. 

Podważanie zastanego, skostniałego porządku jest trudne. Utrzymują go w ryzach nie ci najbardziej radykalni ziejący nienawiścią, ale ci bierni, stojący po środku, powtarzający do znudzenia „obie strony mają swoje racje, obie strony nieco idą za daleko”. Stawianie znaku równości pomiędzy pobiciem za tęczową flagę i powieszeniu tęczowej flagi na pomniku religijnym to kuriozum, podłość i bardzo groźny zabieg retoryczny. Nie wspominając już o tym, że ten kto bierze na serio religię katolicką wie, że Jezus stał po stronie wykluczonych i słabszych. A powstańcy warszawscy nie po to ginęli lub narażali życie, żeby na ich oczach ulicami stolicy przechodziły nienawistne marsze faszystów, którzy myślą o wyładowaniu swojej agresji a nie o uczczeniu ważnej i tragicznej dla miasta daty. 

Mam mały apel do każdej z osób, która tak jak ja codziennie uczą się sojusznictwa. Nie pouczaj, wspieraj, nie zabieraj przestrzeni i bądź solidarna_y bezwarunkowo. Nie wiesz przez co przechodzą twoi znajomi i nieznajomi, którzy nie wpasowują się w cis i heteronormę. Nie masz pojęcia jak to jest żyć w strachu i móc stracić wszystko za bycie sobą. I nie musisz się za to biczować. Nie o to chodzi. Możesz nawet czuć ulgę. Ale spróbuj zrobić coś dobrego ze swoim przywilejem. Nie krytykuj, nie traktuj z góry. Nie musisz się zgadzać z każdą metodą obraną przez organizacje i społeczności LGBTQ friendly. Ale zawsze stój po ich stronie, nie kwestionuj, nie podważaj. Aktywiści robią to wszystko po to, by móc kiedyś poczuć, że są obywatelami tej samej kategorii co ty. 

Czas odrobić lekcje
Ola Pakieła 

grafika: reddit, r/HipHopImages (obrazek klikalny do źródła)


Chodziłam do katolickiej podstawówki. Zakładałam spódniczki za kolana, wiązałam długie włosy w kucyk, żeby „nie rozpraszać chłopaków”. Co niedziela przyjmowałam komunię, spowiadałam się z „grzesznych myśli”, których szczegóły chciał znać ksiądz. Dowiedziałam się, że istnieje jeden model rodziny, że istnieją dwie płcie, że chłopak i dziewczynka jak się kochają to po ślubie mogą się poprzytulać nago i że z tej miłości powstanie dziecko – sens życia każdej kobiety. Nie przeklinałam. Zakrywałam ciało. Chciałam być policjantką, żeby łapać złych ludzi i pomagać tym dobrym. Patrzyłam na prezentację bardzo naturalistycznych zdjęć zabiegów aborcji i płakałam rzewnie, gdy umarł papież. 
A potem wychyliłam nos ze świata otaczających mnie dorosłych przedstawiających mi porządek (ich) świata i zaczęłam odrabiać lekcje. 
Każda lekcja to nie tylko sporo pracy włożonej w szukanie informacji, lecz także garść gorzkich pigułek, które trzeba przełknąć na raz. Pierwsza garść – kościół cię oszukuje. Druga garść – witamy w patriarchacie. Trzecia garść – otaczają cię homofoby, rasiści i dewoci. Czwarta garść – panowie w niebieskim nie pomagają starszym paniom przechodząc przez ulicę, za to bardzo chętnie wykorzystują swoją pozycję by dać upust swojej agresji. A Ty to wszystko chłoniesz jak gąbka. 

Dlaczego o tym piszę? To, co uderzyło mnie równie mocno, jak brutalność policji podczas piątkowego protestu przeciwko aresztowaniu Margot, to społeczny odzew po sobotniej manifestacji po Pałacem Kultury i Nauki. Odzew pełen niezrozumienia, więc i nienawiści.  Ludzie-gąbki nie odrobiwszy lekcji z teorii gender, queer, definiowania płci kulturowej i biologicznej, postanowili działać zgodnie z zasadą „Nie znam się, to się wypowiem”. A przy okazji skrzywdzę. 

Jak zwykle po manifestacjach przysięgam sobie nie wdawać się w dyskusje w komentarzach pod artykułami dotyczącymi wydarzenia – jak zwykle swoją przysięgę łamię i – oprócz psucia sobie krwi na słowną szermierkę – wynotowuję bolące mnie fragmenty:

„Mnie nie obchodzi kto z kim do łóżka chodzi, byle się normalnie zachowywał i nie chciał indoktrynować dzieci i młodzieży. Nie prowokował i nie profanowal symboli ważnych dla innych ludzi. Nie walczył z policją, która utrzymuje nasz porządek.”

„Michał Szutowicz ze swoją dziewczyną Zuzanną Milewską wymyślili sposób na zarobienie pieniędzy. Wystarczy powiedzieć odpowiednim mediom, że nie są hetero, choć oboje są, tylko że są nie do końca … sobą.”

„SŁYSZAŁAM, JAK W FILMIKU MARGOT MÓWI „MIAŁEM”, A NIE „MIAŁAM” – OSZUŚCI HETERO KASE ZARABIAJĄ, JUŻ NA ZRZUTCE DWIEŚCIE TYSIĘCY MAJĄ”

„W programie pt. Królowe życia występuje para gejów. Bardzo sympatyczni, kreatywni. Projektują odzież, futra. Coś robią, zamiast drzeć się gdzieś pod komisariatami. Ot, normalni ludzie w przeciwieństwie do tych obrzydliwych bojówek lgbt. Ja już mam po dziurki w nosie problemów lgbt. Są nachalni, wulgarni i agresywni. Wydaje mi się, że to dzieci z rozbitych rodzin.”

„Policja chroni ludzi. LGBT zachowali się jak wandale, nawoływanie do przemocy to ślepa uliczka, szczególnie dla mniejszości. Jak można skandować „jeb*ć psy?”



Creme de la crème aż kurwica strzela. 
Chętnie zapytałabym się komentujących, czy naprawdę myśleli, że ludzie, którym odmawia się prawa do człowieczeństwa, do bycia razem, nie mówiąc już o możliwości zalegalizowania związku by móc wspierać ukochaną osobę, gdy ta jest w szpitalu, będą pisać wiersze o miłości, błagać ciemiężców o zrozumienie? Czy naprawdę myśleli, że najważniejsze na świecie jest móc określić tę drugą osobę tą konkretną płcią biologiczną? Zajrzeć pod spódnice i zawyrokować – to chłopak, ma penisa / to dziewczyna, ma waginę? Czy tak ogromnie ciężko jest zwracać się do Margot, tak, jak ona tego chce, a nie tak, jak wy uważacie, „bo tak jest w dowodzie”? Kto dał wam prawo do definiowania „normalności”?

Łatwiej jest wyśmiać. Łatwiej jest zrobić memucha i rechotać, że Margot to chłop przebrany za babę. Że wyłudza pieniądze. Że na pewno uwielbia prowokować i dlatego naraża swoje życie, by dostać kilka groszy od społeczności LGBT.  Łatwiej jest nie rozumieć, więc zgnoić. Nie edukować się, tylko wyszydzić. Mieć poczucie wyższości nad słabszymi. Zwłaszcza, gdy władza nie robi absolutnie nic, żeby te osoby mogły poczuć się pełnoprawnymi członkami i członkiniami społeczeństwa. Zwłaszcza, gdy prezydent stolicy nie może się pojawić bo „odwoził wtedy dzieci na wakacje” Że państwo nie robi nic, żeby mogły poczuć się silne, tak, jak na to zasługują. Ba, gdy robi wszystko, by tak się poczuć nie miały prawa.



Naprawdę myśleliście, że czara goryczy się nie przeleje?
Musiano wyjść poza publiczne poetyckie wołanie o „miłość”, „jedność” i „pokój”, błaganie naszych ciemiężców, aby w jakiś sposób zdołali zmienić swoje zdanie i zrobić to, co jest sprzeczne z ideologicznym fundament wszystkich ich instytucji. 
Ile można malować tęcze i pisać „PEACE” kredą na chodniku czekając na to, aż ręce połamie Ci ciężki but nazisty?

W sobotę hasło „J*bać policję” nie przeszło mi przez gardło. Dlaczego? Dlatego, że w sobotę jeszcze nie odrobiłam dokładnie tej lekcji. Jeszcze patrzyłam na chłopców w mundurach i chciałam wierzyć, że część z nich czuje misje zbawiania świata, budowania wspólnoty, piętnowania nietolerancji, rasizmu, homofobii. Odchodząc z manifestacji popatrzyłam na umundurowanych ludzi z pałami u boku i zrozumiałam, że w zniszczeniu opresyjnego systemu, o którym piszą dziewczyny ze „Stop Bzdurom” nie chodzi o wprowadzenie anarchii, lecz wskazanie na szkodliwość samej instytucji, jaką jest policja. Dlaczego? Łapcie garść gorzkich pigułek.

Pierwsza – media należące do naszych rządzących próbują przedstawiać policję jako neutralnych aktorów egzekwujących bezpieczeństwo publiczne – podczas gdy w rzeczywistości ich rola zawsze służyła zakłócaniu (radykalnej) działalności politycznej wszelkimi niezbędnymi środkami. I o tym właśnie dowiedzieliśmy się w piątek, aresztowano osoby w celu zastraszenia reszty uczestników protestu i całej społeczności LGBT. 

Druga – Policja jest bezkompromisowa w wierze w obecny opresyjny porządek społeczny. 
Pojawia się nawet na najbardziej pokojowych protestach ze zmilitaryzowanym sprzętem przygotowanym w każdej chwili, aby unieruchomić aktywistów, organizatorów i dziennikarzy, jednocześnie wspierając media w demonizowaniu protestów, jak i wszystkich uczestników. Nic dziwnego, że wkurwiony ruch LGBT w końcu zdecydował się na bezkompromisowość w walce o burzenie tego porządku i budowanie od nowa. 

„Akt polityczny definiuje się jako zbrodniczy, aby zdyskredytować ruchy radykalne i rewolucyjne. Wydarzenie polityczne zostaje zredukowane do zdarzenia kryminalnego, aby potwierdzić absolutną nietykalność istniejącego porządku”.

 —Angela Davis („If they come in the morning”)


Trzecia – Pogląd, że (niecywilizowany) lud musi być przez cały czas patrolowany i kontrolowany, w przeciwnym razie zapanowałby chaos i przemoc, został wykorzystany jako uzasadnienie niezliczonych strukturalnych aktów przemocy. Przestępczość nie jest „nieuniknionym” aspektem społeczeństwa, ale nieuniknioną reakcją na ogólnie przyjęte społeczno-ekonomiczne i polityczne siły strukturalne; tak jak ubóstwo jest nieuchronnością kapitalizmu i tak jak przemoc seksualna, przemoc ze względu na płeć i przemoc domowa są nieuchronnością patriarchatu. 

No dobra, „j*bać psy i co dalej?”

 Łatwo jest odrzucić zniesienie więzień i policji jako nierealistyczne i oderwane od rzeczywistości, ale warto zafundować sobie kiedyś wieczór z lekturami dotyczącymi abolicjonistycznych ruchów (chociażby w Stanach), które chcą zapewnić społecznościom bezpieczeństwo, jednocześnie ograniczając przemoc i przestępstwa, oferując mnóstwo praktycznych pomysłów, wszystkich opartych na wspólnocie i wzajemnym zrozumieniu. 
Praktyka istniejących już teraz grup abolicjonistycznych opiera się na przekonaniu, że przednowoczesne metody rozwiązywania konfliktów stanowią cenną alternatywę dla dzisiejszego nadmiernego polegania na policji. Członkowie argumentują tym, że wiele kultur z powodzeniem zajmowało się zapobieganiem przestępstwom i praktykowało pokojowe rozwiązywanie konfliktów przed wynalezieniem policji w XIX wieku.

Przed każdym z nas jeszcze wiele takich lekcji. Mam ogromną nadzieję, że chociaż części z komentujących uda się z pokorą podejść do próby zrozumienia innego (niż własny) świata i – przede wszystkim – włączyć samodzielne myślenie. 

Udostępnij