„Koniec świata, umyj okna” – przedpremierowa recenzja nowej książki Wydawnictwa Cyranka

Ataki paniki nie są dla mnie obcym tematem, swojego czasu przeplatały moją codzienność, więc – przyznaję –   bałam się sięgnąć po „Koniec świata, umyj okna” – krótką powieść, której opis: „Mała książka o wielkim lęku” wzbudził we mnie sprzeczne uczucia. 

Jak się okazuje – niepotrzebnie. Już od pierwszych stron byłam pod wrażeniem tego, jak trafnych określeń używa narratorka w budowaniu obrazu osoby cierpiącej na depresję. Zaledwie 100-stronicowa książka wprowadza czytelnika w środek życia Alicji zmagającej się z zaburzeniami psychicznymi. Obserwujemy jej lęki, nagłe wahania nastroju, emocje zmieniające się jak w kalejdoskopie. Jej chęć zmieniania świata przeplataną z momentami braku motywacji, zwątpieniem w siły, które pomogłyby wstać z łóżka i przetrwać kolejny dzień. 

Chciałam, żeby mnie zobaczyli, i chciałam, żeby nikt mnie nie widział

mówi bohaterka i testuje kolejne leki, terapie, pozycje w jodze i wycieczki, które mają pomóc jej uciec od własnych myśli. 

Chciałam robić więcej. Dla świata. Angażować się, protestować i aktywnie uczestniczyć. Z czystego egoizmu. Oddałabym nerkę za poczucie sensu. Wszystko bym oddała. Mogłam tylko obojętnie gapić się na to, co mi się wyświetlało na ekranie telefonu: pożary, bomby, ludzi w kamizelkach ratunkowych łapiących oddech, ludzi w kamizelkach niełapiących oddechu. Jakim prawem to ja tonęłam?

Każdy, kto zmaga lub zmagał się z depresją i atakami paniki wie, jak trudno jest wytłumaczyć drugiej osobie, z czym się zmaga. Jak powiedzieć o tym, że w ciągu 10 minut nastrój potrafi zmienić się o 180 stopni? Jak mówić o swoich potrzebach, gdy z panicznego strachu przed odrzuceniem, nie można wydukać ani słowa? 
Narratorka potrafi znaleźć na to słowa, mimo skrywania każdej emocji przed światem, udaje jej się opisać stany, w których się znajduje i nazwać je bez przesadnego (i często występującego w opisach zaburzeń psychicznych) patosu, uwznioślenia. Przedstawia je czytelnikowi jak na dłoni i krzyczy: patrz, czytaj i nie mów więcej osobie w depresji, żeby wyszła na dwór i „nie przesadzała”. 

Kiedy traci się kontrolę nad sobą, umyka jednocześnie coś bardzo pierwotnego – poczucie sensu. Nie wiesz, po jaki kij są ci potrzebne związek, praca, nauka, życie towarzyskie, a potem również wstawanie i jedzenie. Tonie się na oczach wszystkich i przy brzegu. At a k p ani k i nie jest ani atakiem, ani paniką. Atak brzmi jak coś skończonego, krótkiego. Nie jak kilkanaście miesięcy lub rok wyczerpującego, bolesnego i mrocznego stanu. Nie ma jak tego wytłumaczyć. Panikować w salonie meblowym? Przecież tam jest względnie bezpiecznie. Tak jak w tramwaju, bibliotece miejskiej numer czterdzieści dwa, dużym pokoju teściów, pod twoim własnym prysznicem, w twoim własnym śnie.

Ataki paniki mogą przydarzyć się wszędzie. Uniemożliwiają normalne funkcjonowanie i są powodem wstydu – tabuizowane w mediach i na spotkaniach towarzyskich. Nieleczone, mogą – tak jak w przypadku głównej bohaterki – wpłynąć na całe życie i z krótkich epizodów zmienić się w nieskończone cierpienie w samotności. 

Dlaczego to ważna pozycja? Prawdopodobnie każdy z nas zna kogoś, kto w tym momencie przeżywa w środku siebie małe trzęsienie ziemi. Ma trudności z oddychaniem, nie może się odnaleźć w towarzystwie, chce biec, a stoi, chce płakać, a uśmiecha się, bo „tak trzeba”. W książce Agnieszki Jelonek obserwujemy walkę, którą bohaterka toczy sama. Nie ma wsparcia w mężu, który oddala się od niej coraz bardziej, by koniec końców zniknąć na dobre. 

Pierwszy chłopak zniknął. I każdy następny znikał. Tylko mój mąż zostawiał mnie codziennie od nowa. Zostawiał mnie na raty. Żebym nie zapomniała, jak to jest.

Patrzę na męża i chcę mu wszystko opowiedzieć, ale powstrzymuje mnie jego irytacja.
– Weź się w garść – mówi.
– Boję się – odpowiadam. – Niedobrze mi.
– Może coś zjadłaś?
Może coś zjadłam? Ja właściwie nie jem od tygodnia.

Szuka wsparcia na terapii, gubi się, by znów wrócić na dobry tor. Ukojenie nie przychodzi jednak samo. Towarzyszymy Alicji w jej wzlotach i upadkach, trzymamy kciuki, gdy zaczyna testować kolejne leki, wzdychamy zrezygnowani, gdy wpada w wir zabawy i przygodnego seksu. 

– Nie martw się – mówię szybko. – Nie chciałam się zabić, po prostu mam Te Stany. Ale zaraz wracam, zaraz wracam. Wszystko się ułoży, prawda?

Nie zdradzę tego, czy wszystko się ułoży. Premiera książki już 16 września, więc zachęcam do zapoznania się z nową propozycją Wydawnictwa Cyranka i cóż – patrzenia uważniej na to, czy w naszym otoczeniu jest ktoś,  kto potrzebuje naszej pomocy i wsparcia. 

Agnieszka Jelonek

Autorka opowiadań, scenarzystka, blogerka i dziennikarka. Publikowała reportaże i wywiady, często dotyczące twórczości kobiet. Prowadziła blog Tylkospokojnie. Zajmuje się pisaniem seriali telewizyjnych. W 2015 roku za zbiór opowiadań Babidło otrzymała pierwszą nagrodę Konkursu Literackiego im. Henryka Berezy. Posiada czarny pas w walce z nerwicą lękową. Lubi spędzać czas z synem i letnie dni po godzinie osiemnastej.

zdjęcie główne: fot. Robert Wilczyński

Udostępnij